Krzysztof D. Szatrawski

Rzeczywistość i oczywistość kultury*

 

     Kultura jest rzeczywistością społeczną, gdyż w każdym swoim aspekcie odnosi się do miejsca, czasu i odbiorcy. Ale kultura, a zwłaszcza kultura wyższa jest również rzeczywistością postulowaną, każda bowiem twórcza działalność zakłada wychodzenie poza narzucony system ograniczeń i nakazów. Zdaniem wielu autorów (publicystów, polityków?) lata dziewięćdziesiąte przejdą do historii jako pierwsza po wojnie próba odkłamania przeszłości. W tym nazbyt ogólnym stwierdzeniu kryje się jednak poważne uproszczenie. Nie cała bowiem przeszłość jest odkłamywana, ani też nie jest to pierwsza w powojennej Polsce próba wypowiedzenia całej, choć często tylko własnej prawdy o rzeczywistości. Czym więc można uzasadnić ów przełom, który dokonał się po roku 1989? Jeśli jest to wyzwolenie z ograniczeń zgrzebnego socjalizmu lat osiemdziesiątych, to biorąc pod uwagę zewnętrzne ograniczenia poprzednich dziesięcioleci, lata dziewięćdziesiąte są dekadą wolności. Ale jak każda wolność, jest to stan, który zobowiązuje, i nie są to wyłącznie zobowiązania moralne, chociaż w takich kategoriach najczęściej należy je postrzegać.

     Rok 1989 odegrał w olsztyńskim życiu literackim i kulturalnym rolę podobną jak w innych ośrodkach. Przewartościowano część hierarchii i układów środowiskowych, pojawiły się nowe nazwiska i tytuły, zniknęło wiele zjawisk destrukcyjnie oddziałujących na twórców we wcześniejszych dekadach, ale też pojawiły się nowe problemy. W niepamięć odeszły dokonania, których wartość przeminęła wraz z minionym okresem i żadne próby ich ożywiania, nawet wsparte przez zamożnych sponsorów lub układy towarzyskie, czy polityczne nie zmienią ich losu. Jest więc ów rok 1989 cezurą w dziejach kultury olsztyńskiej, ale też w dziejach kultury każdego z miast na Mazurach i Warmii. Decentralizacja życia kulturalnego spowodowała ożywienie środowisk lokalnych, w których wydaje się czasopisma i książki, organizuje wystawy, przedstawienia teatralne i koncerty. Właściwa odmiana polega na tym, że sukcesy tych środowisk postrzegane z perspektywy kultury ogólnopolskiej nie są nawet istotne. Po raz pierwszy ważne jest bowiem to, co lokalne i w oczach własnej publiczności poszukują twórcy potwierdzenia własnej wartości. Jest to zmiana jakościowa o niespotykanej wcześniej skali i znaczeniu.

     Z punktu widzenia dziesięciolecia wiele przesłanek pozwala jednak sądzić, że na samą twórczość literacką, jak i aktywność artystyczną w innych dziedzinach cezura ta nie miała wielkiego wpływu. Można raczej zauważyć, że to, co po 1989 roku stało się faktem postrzeganym w przestrzeni społecznej, zapowiadała duża część prozy i poezji lat osiemdziesiątych, siedemdziesiątych, a nawet sześćdziesiątych. Przecież już w pierwszych książkach Erwina Kruka pojawiły się wątki rozliczeniowe o potencjale przekraczającym ówczesne możliwości recepcyjne. Dopiero w późnych latach siedemdziesiątych krytyka odważyła się wskazać na niektóre moralne i historyczne kwestie stawiane przez olsztyńskiego pisarza. O wiele więcej dostrzegano, lecz pomijano milczeniem. Również krytyka w owym czasie korzystała z aluzji, a czytanie pomiędzy wierszami należało do podstawowych umiejętności wynoszonych z rodzinnego domu i szkoły.

     Mylnym również byłoby przekonanie, iż w warunkach tak zwanego "realnego socjalizmu" zniewolona kultura miewała się źle. Wysokie dotacje na kulturę wyższą nie zawsze wydatkowano w sposób najlepszy, ale przecież mieliśmy festiwale (niektóre przetrwały do chwili obecnej), zamawiano nowe dzieła u twórców awangardowych, kupowano obrazy i symfonie, kształcono artystów, wydawnictwa wydawały książki, księgarnie sprzedawały je w dużych ilościach (często spod lady), a kto ich nie kupił, mógł znaleźć je w bibliotekach. Teatry wystawiały sztuki, filharmonie grały cały dostępny repertuar symfoniczny. Czasopisma kulturalne prenumerowane przez biblioteki i instytucje nie zalegały w kioskach, a ich nakłady wielokrotnie przewyższały nakłady sprzedawane w latach dziewięćdziesiątych. Wyliczanie wszystkich elementów życia kulturalnego jest równie kłopotliwe, co bezowocne. Każdy uczciwy człowiek zgodzi się, że realne nakłady na kulturę w poprzednich dekadach znacznie przewyższały obecne. O tym, że wiele było w ówczesnej kulturze ustępstw na rzecz oficjalnej linii politycznej, każdy chyba odbiorca wiedział i zwykle potrafił to odpowiednio traktować, biorąc poprawkę na margines lojalności względem władzy. W latach siedemdziesiątych często był to margines tak wąski, że wręcz niedostrzegalny.

     W okresie PRL cenzurowano chyba wszystko, nawet plakaty filharmoniczne, nie należy jednak demonizować instytucji cenzury. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych stało się jasne, że jeżeli walczyła ona o cokolwiek, to przede wszystkim o uzasadnienie własnego istnienia. Bardzo szybko okazało się, że o wiele bardziej poważne ograniczenia nakładała na kulturę cenzura wewnętrzna i często przez twórców akcentowana gotowość do podporządkowywania się narzuconym wzorcom. Wielu twórców zaistniało tylko dzięki prawomyślności zgodnej z polityką władz PRL. Inni istnieli mimo wszystko - w najgorszym razie półoficjalnie. Najlepszą miarą rzeczywistej wartości okazał się czas - bezlitosny wobec koniunkturalistów i hipokrytów, łaskawszy dla prawdziwych wybrańców. Z jednej więc strony wydawano setki książek, które później przerobiono na papier toaletowy. Z drugiej strony drukowano przecież wiersze Zbigniewa Herberta - wprawdzie w nakładach zawsze niższych niż potrzeby ówczesnego rynku, ale też wyższych niż ich sprzedaż w latach dziewięćdziesiątych.

     Problemem jednak, z jakim musi uporać się kultura po roku 1989, jest dyspozycyjność jaką wpojono całym pokoleniom. Wpajano w różny sposób, poczynając od tresury ideologicznej, zasad przyznawania mieszkań, samochodów i telefonów, a na uwarunkowaniach mentalnych i językowych kończąc. I to w stopniu przekraczającym możliwości samooczyszczenia wielu twórców. Po przełomie 1989 roku gorączkowo poszukiwali oni okazji do zaakcentowania swej przynależności do nowych obozów i opcji politycznych - od bolszewickiej lewicy po faszyzujące opcje prawicowe. Do fenomenów polskiej kultury należy fakt, iż wybierano najczęściej partie i polityków, którzy mieli znaczący udział w rządzeniu. Wallenrodyzm stał się w kulturze, podobnie jak w całym polskim społeczeństwie zjawiskiem powszechnym.

     Mechanizmy funkcjonowania sztuki w społeczeństwie demokratycznym są całkowicie odmienne od zasad, do których przyzwyczaiły nas instytucje wydawnicze i kulturalne PRL-u. Nie ma już cenzury, ani recenzji wewnętrznych. Nikt nie jest zobowiązany do czynienia czegokolwiek w imię jakiejkolwiek idei. Kulturę i sztukę sprywatyzowano. Wolność wypowiedzi stała się indywidualnym przywilejem twórcy, co gwarantuje nawet odpowiedni artykuł konstytucyjny. Ciekawe, że w tej samej konstytucji kultura fizyczna nie jest w takim stopniu prywatna, a państwo zobowiązuje się do aktywnego jej wspierania. Czyżby kultura artystyczna wypełniła w polskim społeczeństwie swe posłannictwo? Czy w takim razie należy się pogodzić z ograniczeniem jej roli do czynnika o znaczeniu ideologicznym, albo nawet ornamentu skrywającego prawdziwe oblicze rzeczywistości?

     Osobnym problemem jest społeczny kontekst twórczości. W latach dziewięćdziesiątych książka stała się towarem takim jak modne, ale drogie i niezbyt wygodne buty. I może dlatego księgarnie wolą sprzedawać widokówki, gry planszowe oraz poradniki dla zakochanych. Środowisko literackie, które już w minionych dekadach przypominało elitarny klub, w latach dziewięćdziesiątych stało się jednym z wielu kółek zainteresowań. Społeczeństwo przyjęło nowe systemy wartości i niewiele może pomóc nawoływanie do opamiętania. Odrealniona rzeczywistość brazylijskich, a ostatnio również amerykańskich seriali telewizyjnych skutecznie odwraca uwagę od kultury wyższej. To zjawisko w ciągu ostatnich dziesięcioleci można było zaobserwować nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach europejskich. Różnica polega tylko na tym, że w społeczeństwach mniej skłonnych do przewrotów i przełomów istnieją elity.

     W latach dziewięćdziesiątych dramatycznie spadły nakłady książek. Powodem jest niemożność ich sprzedaży, zawiniona zarówno przez nazbyt przejętych kapitalistyczną mitologią księgarzy, jak i czytelników, którzy przestali czytać. Tylko jedna trzecia studentów pierwszego roku pytanych o lektury przyznaje, że jednokrotnie przeczytała "Pana Tadeusza". Znajomość literatury wśród absolwentów, którzy ukończyli szkoły średnie w latach dziewięćdziesiątych ogranicza się do wybiórczej lektury wypisów szkolnych. Zdecydowana większość (ponad 80%) nie potrafi wymienić żadnego (!) tytułu pisma literackiego. Może nie były to badania na próbie reprezentatywnej, ale wszyscy uczestnicy otrzymali indeksy w wyniku konkursu, a średnia ocen na świadectwie maturalnym wyniosła powyżej 4,6. A jest to przyszła elita tego regionu. Podobnie dzieje się w innych dziedzinach kultury. Na koncertach olsztyńskiej filharmonii bywa niewielka i wciąż ta sama grupa słuchaczy. Z prostego rachunku wynika, że gdyby jeden na stu mieszkańców Olsztyna tylko raz w roku wybrał się na koncert, to taką publiczność mógłby pomieścić tylko stadion Stomilu. Podobne wyliczenia można sporządzić dla przedstawień teatralnych, wystaw plastycznych, wieczorów autorskich.

     Istnienie w naszym województwie dobrze już zadomowionych instytucji kulturalnych, teatrów, filharmonii, BWA, oraz nowych takich jak Centrum Francusko-Polskie, teatr Węgajty, redakcje nowych pism kulturalnych, jest szansą, z której prędzej lub później społeczeństwo zechce skorzystać. Być może dopiero zamożne społeczeństwa mogą właściwie ocenić własną kulturę i odnaleźć właściwy dystans do seriali dla kucharek. Możliwość wyboru jest miarą wolności. Również w kulturze. Czy jednak kiedykolwiek i w jakimkolwiek społeczeństwie stworzono "optymalne warunki dla rzeczywistej wolności w kulturze", pozostaje pytaniem otwartym. Wolność bowiem jest jedną z kategorii decydujących o wartości, a te weryfikuje tylko czas.

Krzysztof D. Szatrawski

* Odpowiedź na ankietę pisma "Borussia" dotyczącą przełomu w kulturze lat dziewięćdziesiątych.

Powrót do strony poprzedniej    |    Powrót do strony głównej