Anioły w Ameryce

    Anioły w Ameryce to tylko z pozoru opowieść obyczajowa. Misternie splecione wątki tego dramatu prowadzą widza poza problemy i rozstrzygnięcia typowe, a żonglerka motywami i symbolami wiedzie wprost ku podstawowym pytaniom metafizycznym, moralnym i społecznym. Kiedy w latach osiemdziesiątych pojawiła się nowa epidemia zbierająca coraz liczniejsze ofiary, w amerykańskim społeczeństwie dokonała się przemiana zasadnicza. Panika i brak nadziei na wyleczenie a z drugiej strony bezwzględne rządy administracji Reagana, która w globalnym wymiarze przeprowadziła coś, co niezupełnie się udało naszej „grupie trzymającej władzę” stały się tłem dramatów wielu ludzi, którzy zrozumieli, że kłamstwo i przemilczenie może być równie zabójcze jak nieuleczalna choroba.
    Bohaterowie dramatu to para, która w obliczu śmiertelnej choroby nie potrafi pogodzić się z przemijaniem. Rozpacz i próby ocalenia własnej godności prowadzą nieuchronnie do rozpadu związku, ale osiągnięcie szczęścia w nowej sytuacji jest jeszcze trudniejsze. Mamy tu zatem role stare jak wszystkie znane historie miłosne, z tą tylko różnicą, że bohaterowie Aniołów w Ameryce nie są parą heteroseksualną, a chorego bohatera odwiedza anioł, który obwieszcza, iż jest on prorokiem.
    Główni bohaterowie, Louis i jego chory na AIDS przyjaciel Prior rozstają się. Louis okazuje się tchórzem. Przyznaje się nawet do tego, lecz nie może to uśmierzyć bólu, który zadaje najbliższemu człowiekowi. Dramatyczne koleje tego związku splatają się z innymi wątkami. Z jednej strony umierający na AIDS prawnik Roy Cohn, który niegdyś doprowadził do skazania na śmierć Ethel Rosenberg, z drugiej Harper, zagubiona w wielkim mieście, uciekająca w marzenia i nadużywająca valium żona młodego prawnika, mormona i republikanina ukrywającego swą prawdziwą tożsamość. Jej mąż Joe Pitt, asystent Cohna nawiązuje romans z Louisem, który właśnie zdecydował, że zrywa z chorym Priorem.
    Podtytuł Aniołów w Ameryce – „Fantazja gejowska na tematy narodowe” – wskazuje, iż właściwym bohaterem dramatu jest amerykański mit. Mit narodu bez nacjonalizmu, mit społeczeństwa ludzi pracowitych, w którym każdy ma szansę zostać jeśli nie prezydentem, to przynajmniej milionerem, mit drugiej ziemi obiecanej, w której nie brakuje niczego oprócz aniołów. Anioły jednak są, pojawiają się aby ludzie mogli jak biblijny Jakub walczyć z nimi o własną tożsamość i poczucie wartości.
    Tony Kushner (ur.1956) jest najgłośniejszym dramaturgiem swego pokolenia. Swą wysoką pozycję zawdzięcza tyleż talentowi dramatycznemu, co radykalnym poglądom politycznym i społecznym. Instynkt polityczny dramaturga objawiał się wielokrotnie, najsilniej może w 1998 roku, w Homebody/Kabul. Tematem tego utworu jest zagrożenie zachodniej cywilizacji ze strony fanatycznych talibów. Trzy lata później, po ataku na wieżowce WTC, ta właśnie sztuka stała się przedmiotem powszechnego zainteresowania przekraczającego granice świata teatru. Do młodych amerykanów adresowana jest książka Save Your Democratic Citizen Soul! wzywająca do czynnej obrony praw obywatelskich, a wystawiony w 2002 r. na Broadway’u musical Caroline or Change w historycznych kostiumach podejmuje wciąż aktualną problematykę polityczną. Również liczne nagrody (m.in. Pulitzera, Emmy oraz dwukrotnie Nagroda Tony) dowodzą jak ważna i ceniona jest twórczość Kushnera we współczesnej Ameryce.
    Amerykańska dramaturgia zawsze miała w Polsce zwolenników, jednak recepcja dramatu Kushnera w naszym kraju nie wygląda imponująco. Wystawiono wprawdzie pierwszą część Aniołów, którą w 1995 roku opublikował „Dialog”, ale później zapadła cisza. I chyba mało kto w Polsce zauważył, że na firmamencie nowojorskiego teatru już przed kilkunastoma laty rozbłysła nowa gwiazda. A że jest to gwiazda pierwszej wielkości, przekonują zarówno opracowania krytyczne w wielu językach, jak i ogromna ilość inscenizacji. Nie ma chyba szanującego się ośrodka kulturalnego na świecie, gdzie Aniołów się nie wystawia. Węgierski kompozytor Peter Eotvos napisał na kanwie dramatu operę, a HBO zrealizowała dwuczęściowy film (emitowany w Polsce jako miniserial). Genialnie wykreowana postać Roya Cohna (Al Pacino) oraz czyniąca rewelacyjny użytek ze swego talentu (między innymi w roli Ethel Rosenberg) Meryl Streep są wystarczającym powodem by tę ekranizację obejrzeć z najwyższą uwagą – warto zauważyć, że Cohn i Rosenberg wyglądają jak historyczne postaci i że nie jest to wyłącznie zasługa charakteryzacji. Gwiazdorską obsadę uzupełniają wcielająca się w postać pielęgniarki i w anioła Emma Thompson oraz rewelacyjna Mary-Louise Parker w roli Harper Pitt. Film reżyserował Mike Nichols, a piękną ścieżkę dźwiękową skomponował Thomas Newman. Warto zwrócić uwagę na ten film w oczekiwaniu na pełną premierę teatralną, do której w końcu przecież musi dojść i która na pewno stanie się wydarzeniem.

Krzysztof Szatrawski                        


Druk: Gazeta Olsztyńska/Gazeta Uniwersytecka z 1 czerwca 2005 r.